proste

sex opowiadanie:

Savanah miotała się po całym zamku niczym chmura gradowa. Od zmierzchu nie widziała Godsmacka i zaczynała się już poważnie niepokoić. Powinien być w swoich komnatach, albo w gabinecie ale nie mogła go znaleźć nigdzie… Na dodatek nie zostawił żadnej wiadomości, a wampirzyca nienawidziła niepewności i bezradności… a tak się właśnie teraz czuła. Sama właściwie nie wiedziała dlaczego. Formalnie nic ich nie łączyło i wampirzyca nie potrafiła nawet nazwać uczuć, które żywiła do tego niezwykłego mężczyzny. Jednak to właśnie przez niego nie mogła znaleźć sobie miejsca więc krążyła po zamku wyglądając przez wszystkie napotkane okna. W końcu wyciągnęła z futerału w swoim pokoju mandolinę i ruszyła do sali głównej. Siadła w fotelu i zaczęła brzdąkać niespójne nuty, które wkrótce zaczęły przybierać kształt rzewnej i niezwykle smutnej melodii.
– Piękna muzyka… Niemal tak jak ta, która ją tworzy – męski głos wyrwał ją z zamyślenia.
– Godsmack! – krzyknęła cicho i odrzuciwszy mandolinę rzuciła się wampirowi na szyję. Wampir nieco zaskoczony tą reakcją przytulił ją opiekuńczym gestem.
– Martwiłam się…
– Niepotrzebnie. Jak widzisz wróciłem i nic mi nie jest. – Odsunął ją od siebie i spojrzał jej w oczy, po czym pocałował ją w czoło.
– Gdzie byłeś… szukałam cię pół nocy
– Nie było mnie w zamku jak zapewne miałaś okazję zauważyć. – pogładził ją po twarzy. – a teraz wybacz moja droga, ale mam obowiązki… – Pocałował ją delikatnie w policzek i wyszedł zostawiając osłupiałą w sali.
Na początku poczuła ulgę, że w końcu sie znalazł, ale kiedy tak ją zostawił znów ogarnął ją żal i gniew. Nie tak miało to wszystko wyglądać… Podniosła mandolinę i znów zaczęła grać, tym razem w jej muzyce brzmiały ostre, przesycone pasją nuty. Kiedy przestała się niepokoić górę wzięły inne emocje.
W końcu odłożyła instrument i wyszła z sali, po chwili dał się słyszeć stuk kopyt i rżenie koni. Po kilku godzinach Sav zmęczona jazdą, ale nieco uspokojona wróciła do zamku. Godsmack nawet nie zauważył jej nieobecności pochłonięty tylko sobie znanymi obowiązkami. Minęła go na korytarzu z udaną obojętnością i skierowała się do swoich komnat. Po chwili w sali głównej, o tej godzinie niemal pustej, z hukiem otworzyły się drzwi. Stanęła w nich Sav ubrana jedynie… w przejrzystą tunikę.
– Sav? – Maratha z niedowierzaniem spojrzała na przyjaciółkę.
– No co? Chcę tańczyć! Zatańczcie ze mną! Noc jest piękna, księżyc świeci jeszcze pełnią swego blasku a ja chcę tańczyć! – Wampirzyca wykonała zgrabny piruet i popatrzyła na Marathę dostrzegła też Lirael skuloną w fotelu i przyglądająca się jej z niepokojem. – Nie chcecie ze mną tańczyć? To nie… Zaczęła się kołysać miarowo w rytm tylko sobie znanej melodii, jednak to był dopiero początek. Uniosła ręce do karku i rozpuściła włosy, które teraz spłynęły kaskadą na jej ramiona i plecy. Taniec był zmysłowy i elektryzujący. Ruchy rąk, przywołujące na myśl rzucanie zaklęć, kołysanie bioder, drobne kroki i chwilowe zastyganie w pełnych żaru i namiętności pozach, które nawet mimo swej statyki dawały wrażenie nieustannego ruchu… Przez tunikę przebijał ciemny zarys brodawek i delikatnego meszku okalającego jej kobiecość. Maratha patrzyła na nią jak urzeczona. Domyślała sie o co chodzi. Widziała dzisiejsze zachowanie Sav i Godsmacka i miała swoje podejrzenia co do tego co się dzieje… W końcu wampirzyca zmęczona opadła na miękki dywan tuż przy kominku. Maratha podeszła do niej z westchnieniem i wzięła ją na ręce, po czym ruszyła w stronę jej komnat. Sav wtuliła się ufnie w ramiona starszej wampirzycy i chyba zasnęła z wyczerpania.
Obudziła się dopiero kolejnego wieczoru, nie do końca pamiętając co właściwie się stało. Wiedziała że wyjechała w nocy z zamku, że wróciła i… tańczyła w Sali. Wiedziała też że Godsmack tego wszystkiego nie widział, mimo, że całe przedstawienie było przeznaczone właśnie dla niego. Wstała, ubrała się i wyszła z komnaty, przy drzwiach o mało nie wpadając na tego, wokół którego tak uporczywie krążyły jej myśli.
Sex i erotyka na najwyższym poziomie. Codzienna aktualizacja zdjęć i filmów erotycznych. Najlepsze strony erotyczne w sieci. Darmowe zdjęcia i darmowe filmy
– Sav… ja… – zaczął ale spotkał się z jej zimnym spojrzeniem. Wiadomość o tym co miało wczoraj miejsce dotarła już do niego. W tym zamku informacje roznosiły się lotem błyskawicy… Wyprostował się jakby właśnie został spoliczkowany. – Ja tylko chciałem przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. – Powiedział chłodno, ale w jego głosie dźwięczała ledwo dostrzegalna nutka bólu. Skłonił się dwornie i ujął jej dłoń, na której złożył delikatny pocałunek – Mam nadzieję że wybaczysz mi Pani i jeśli jest cokolwiek, czym mógłbym uśmierzyć twój słuszny gniew, powiedz, a Twoje życzenie stanie się dla mnie rozkazem. – Te słowa na moment zbiły z tropu wampirzycę. Ten mężczyzna ciągle krzyżował jej plany. Tym razem to też nie miało tak wyglądać, miała być wobec niego chłodna, wyniosła, drwiąca… a to co powiedział rozbroiło ją, niemal całkowicie. Otrząsnęła się jednak szybko.
– Wszystko? – zapytała z dziwną nutą w głosie
– Cokolwiek rozkażesz…
– Jesteś tego pewny?
– Jak niczego na świecie.
– Dobrze więc. Chcę żebyś ubrał sie dla mnie w róże… – Tego się nie spodziewał.
– Słucham?
– Chcę żebyś ubrał się dla mnie w róże – odpowiedziała akcentując każde słowo jakby mówiła do dziecka. – Te kolczaste, które rosną w ogrodzie, a którymi zajmują się słudzy Salenne. Chcę żebyś się dla mnie w nie ubrał – Tłumiła uśmiech zadowolenia, starając się utrzymać wyniosłą minę. Wyraz twarzy lidera klanu rzeczywiście mógł śmieszyć. Lekko zdezorientowany patrzył na Sav. Wiedział że wampirzyca często miewa szalone pomysły, ale to zbiło go z tropu zupełnie. Obietnica jest jednak obietnicą i nie mógł się już z niej wycofać.
– Jak sobie życzysz Pani – powiedział kłaniając się – Zatem będę oczekiwał Cię dziś przed świtem w mej komnacie… Ubrany w róże. – Uśmiechnął się zawadiacko. Cóż, kolce dla wampira nie są aż tak przerażające… Zawsze mogła wymyśleć coś znacznie gorszego – pomyślał odchodząc korytarzem.
Savanah zadowolona z takiego obrotu sprawy poszła do Sali Głównej. Przywołała swoich niewolników by przynieśli jej śniadanie i przygotowali konie do drogi.
– Lepiej dzisiaj? – uśmiechnięta Maratha pojawiła się jak zwykle niewiadomo skąd
– Wyśmienicie – odpowiedziała wampirzyca
– Martwiłam się o Ciebie wczoraj… Wiesz…
– Już wszystko w porządku – przerwała jej – i… dziękuję. – Sav przypomniała sobie szczegóły wczorajszej nocy i jej policzki oblał delikatny rumieniec. Maratha pogłaskała ją po twarzy.
– Jak w porządku to się cieszę. Wybierasz się gdzieś?
– Poszwędać się trochę po Necropolii… Może znajdę coś ciekawego
– Zatem udanych poszukiwań. Ja dziś uciekam do siostry, szykuje się jakaś bitwa w BSNT. Wrócę zapewne za kilka dni, bo jak znam Lei to po bitwie będzie uczta, a po uczcie u niej szybko nie dochodzi się do siebie – zaśmiała się – To chyba bardziej wyczerpujące niż walka. Idę się przygotować. Jakbyś chciała możesz iść ze mną.
– Dziękuję, ale nie… Mam tu pewną sprawę do załatwienia. – Maratha uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
– W takim razie baw się dobrze, a ja uciekam. – Cmoknęła ją w policzek na pożegnanie i wyszła z sali. Savanah była wdzięczna, że wampirzyca nie wracała do tego co się stało i nie zadawała zbędnych pytań, na które właściwie nawet Sav nie znała odpowiedzi . Skończyła swój posiłek i również opuściła zamek. Musiała jakoś zabić czas oczekiwania na świt…
Czas minął szybciej niż się spodziewała. Pół nocy spędziła błąkając się po uliczkach Necropolii i nawet udało jej sie znaleźć przypadkiem całkiem ciekawy amulet… Wróciła do zamku na dwie godziny przed świtem. Była podekscytowana, ale jednocześnie zaczęła czuć się trochę głupio. W końcu róże Salenne rzeczywiście były kolczaste… Kazała przygotować sobie kąpiel z pachnącymi olejkami, godzina spędzona w wannie i delikatny masaż niewolnic przywróciły jej nieco równowagi ducha. Założyła na siebie białą koronkową bieliznę i przejrzystą szatę, tę samą w której tańczyła zeszłej nocy w Sali Głównej… Chciała by Godsmack wreszcie zobaczył to co było przeznaczone dla jego oczu… Wzięła ze sobą chustę z czarnego jedwabiu, na wypadek gdyby kolce wyrządziły Godsmackowi jakąś krzywdę i… sztylet, gdyby to jednak nie kolce ale Godsmack chciał wyrządzić krzywdę jej. Jeśli będzie trzeba opatrzy go, lub będzie się bronić a potem… Sama nie wiedziała co będzie potem. Wymyślała tysiące scenariuszy tego spotkania, ale nie była pewna czy chciała żeby któryś z nich się sprawdził… Właściwie sama nie miała pojęcia czego tak na prawdę chce. Nie ufała mu do końca, ale jednocześnie coś ją do niego ciągnęło… Tak bardzo że nie była w stanie nad tym zapanować.
Dotarła na miejsce i stanęła przed dużymi dębowymi drzwiami. Zapukała cicho i uchyliła je. Wsunęła się do środka i zamarła w progu. Godsmack leżał na swoim łożu, stojącym po środku komnaty, oświetlonej tylko delikatnym blaskiem kominka. Uśmiechnął się i wstał na jej widok. Był półnagi, ubrany jedynie w lniane spodnie spinane złotą klamrą. Sav zawahała się chwilę, ale weszła głębiej do środka. – Obiecałeś mi róże – powiedziała cichym głosem. Wampir uśmiechnął się tylko i ściągnął z łoża narzutę – oto i one. – Sav zaskoczona patrzyła szeroko otwartymi oczyma na niecodzienny widok. Cały materac pokrywały czerwone płatki róż. Pachniały tak oszałamiająco, że przez chwilę niemal zakręciło jej się w głowie.
Mężczyzna wyciągnął dłoń. Podała mu swoją nie kontrolując tego co robi. Wciąż trzymała kurczowo czarną chustę, którą on teraz wyjął z jej dłoni. Przysunął ją do twarzy i głęboko wciągnął powietrze, po czym podszedł bliżej Sav. Położył dłonie na jej ramionach, obrócił ją plecami do siebie i zawiązał jej oczy czarnym jedwabiem. Sztylet wypadł z zaciśniętej dłoni wampirzycy. Zapach kwiatów sprawiał że zatracała sie zupełnie w tej chwili, w spojrzeniu jego dziwnych oczu, które czuła na sobie, mimo, że teraz go nie widziała… a może to nie tylko ten zapach. Poczuła znów jego dłonie na swoich ramionach. Delikatny dotyk, niemal muśnięcie, które sprawiło że zadrżała. Gładził powoli jej ręce aż dotarł do dłoni, które ujął delikatnie. Jego usta dotknęły karku wampirzycy, pocałunki były niczym muśnięcie skrzydeł motyla, albo dotyk płatków róży… Oddychała szybko i płytko a serce trzepotało w jej piersi niczym oszalały ptak w klatce. Bała się, ale jednocześnie pragnęła jego dotyku, jego pocałunków, jego szeptu, jego samego… Nie była w stanie wykonać żadnego ruchu czy wypowiedzieć choćby słowa. Puścił jej dłonie i chwilę patrzył na nią, tak bezradną i bezbronną w tej chwili, stojącą przed nim w białej, niemal przezroczystej szacie, kontrastującej z idealną czernią jej włosów. Przyciągnął ją lekko do siebie i pocałował delikatnie w kark. Jego dłonie przesuwały się powolnym ruchem wzdłuż kręgosłupa, po łopatkach, talii… w końcu dotarł do pośladków a kiedy nie wyczuł sprzeciwu zsunął się jeszcze nieco niżej do granicy materiału zwiewnej szaty, którą miała na sobie. Zaczął unosić go do góry wiodąc dłońmi po nagiej jedwabiście miękkiej skórze, którą niemal natychmiast pokryła gęsia skórka. Zdjął z niej szatę i odrzucił ją na bok, po czym odwrócił twarzą do siebie. Przyjrzał się jej w zachwycie, którego nie była w stanie dostrzec. Pocałował ją delikatnie. Znów zadrżała ale rozchyliła lekko usta smakując jego wargi. Przesunęła dłońmi po jego nagim torsie sięgając do twarzy. Zasłonięte oczy, sprawiały, ze reszta jej zmysłów, w tym dotyk, stały się bardziej wyczulone. Badała koniuszkami palców jego, tak dobrze znaną sobie, twarz i odkrywała ją na nowo. Leciutkie zmarszczki w kącikach oczu i ust, znacznie wyraźniejsze kiedy się uśmiechał. Gładką skórę, mocne włosy, nie tak delikatne i miękkie jak jej… Zarys gładko wygolonej szczęki, wyraziste kości policzkowe…
Wziął ją na ręce i ostrożnie złożył na płatkach róż. Odetchnęła głęboko sycąc się ich wonią. Pocałował ją lekko i odsunął się. Przez chwilę nie czuła go przy sobie, ale zaraz wrócił, a jego usta znów przylgnęły do jej warg. Dłonie rozpoczęły rozkoszną wędrówkę po jej ciele. Był tak czuły i delikatny… Chyba nie spodziewała się tego po nim, ale to było niezwykle miłe zaskoczenie. Opuszkami palców gładził jej ramiona i dekolt zbliżając się powoli do drobnych piersi. Przesunął palcami po linii koronki i wędrował dalej, po brzuchu i podbrzuszu, aż do kolejnej przeszkody. Znów zaznaczył dotykiem linię materiału i zsunął dłoń na jej uda zaciśnięte kurczowo w mimowolnym odruchu obronnym. Nie naciskał na nią, nie chciał brać niczego czego nie ofiarowała mu sama. Głaskał jej uda i łydki, zbliżył do nich usta i zaczął delikatnie całować. Oddychała niespokojnie czując jak ogarnia ją fala ciepła, kiedy znaczył jej ciało pocałunkami zbliżając się znów do jej łona i przechodząc na brzuch. Ominął piersi skupiając się na dekolcie i szyi. Zacisnęła dłonie na prześcieradle zgniatając różane płatki. Rozchyliła usta pragnąc znów poczuć jego słodki smak. Nie kazał jej długo czekać. Ich języki splotły się w rozkosznym tańcu. Objęła go i przycisnęła do siebie, czując jak zatraca się w namiętności. Oplotła go nogą, a jej drobniutka stopa zaczęła wodzić po jego łydce i udzie.
– Chcesz tego? – wyszeptał jej do ucha muskając je przy tym delikatnie wargami
– Tak… – tylko tyle była w stanie powiedzieć. Ostrożnie zdjął jej z oczu opaskę. Zobaczyła że cała komnata wręcz tonie w blasku świec. Nie wiedziała kiedy zdążył je zapalić, ale nie było to ważne, teraz liczył się tylko on. Przywarła do jego ust. Tak… pragnęła go jak nikogo, nigdy w swoim długim wampirzym nie-życiu. Jej dłonie głaskały jego plecy i szyję, jakby przynaglając do działania, on jednak nie spieszył się. Znowu zaczął obsypywać pocałunkami jej ciało, centymetr po centymetrze zbliżał się do jej piersi, ale tym razem nie ominął ich a zaczął zsuwać powoli białą koronkę. Pozbył się w końcu tej przeszkody i jego usta dotknęły w końcu spragnionej tego brązowiutkiej brodawki. Dłoń zamknęła się na drugiej piersi głaszcząc ją i delikatnie ściskając. Savanah westchnęła nieco głośniej. Oderwał od niej usta i popatrzył na jej cudną twarz. Jej skośne oczy były nieco przymknięte a pełne usta rozchylone kusząco. Uśmiechnął się z czułością i wrócił do przerwanej czynności. Językiem zaczął zataczać kółka na jaj piersi, coraz mniejsze i mniejsze, aż w końcu zamknął jej twardą już sutkę w ustach by possać ją chwilę, to samo powtórzył na drugiej piersi. Jego dłonie też nie próżnowały, głaszcząc jej podbrzusze i uda. Rozluźniła sie nieco, tak, że teraz mógł sięgnąć również do ich wewnętrznej strony. Zaczął zsuwać powoli delikatny materiał skrywający jej skarb. Nie protestowała. Poddała się całkowicie jego pieszczotom. Przebiegł palcami po króciutko przystrzyżonych, delikatnych jak aksamit włoskach otaczających jej kobiecość i skierował tam swoje usta. Pachniała piżmem i opium… Całował i gładził jej uda, by w końcu dostać się do jej skarbu. Przesunął po nim delikatnie językiem rozszerzając płatki i znajdując najczulszy punkt, który pocałował z czułością. Jęknęła cicho a jej ciało wyprężyło się. Okrążył językiem jej wargi i chwilę drażnił pączek, który skrywały. Drgnęła gwałtownie, a jej dłonie zanurzyły się w jego włosach. Pociągnęła go w górę. Przywarł do jej ust. Czuła smak swoich soków i zapach piżma i opium…
Przewróciła go na plecy i sięgnęła do złotej klamry spinającej jego spodnie. Rozpięła ją drżącymi rękoma i zsunęła materiał. Pomógł jej nieco unosząc biodra. Jej oczom ukazała się jego naprężona męskość. Zarumieniła się lekko. Było to tak naturalne i niewinne, że uśmiechnął się i pogładził ją po twarzy. Przyciągnął ją do siebie znów zatapiając się w jej ustach. Ich oddechy łączyły się w jedno, a serca biły teraz zgodnym, przyspieszonym rytmem. Przewrócił ją na plecy i powolnym ruchem zaczął w nią wchodzić. Poczuł lekki opór i zdziwiony popatrzył na jej twarz odrywając na chwilę usta od jej warg.
– Ty…? – pokręciła przecząco głową. Przestał na nią napierać, ale położyła dłonie na jego pośladkach. – Chcę tego… – wyszeptała tylko patrząc mu prosto w oczy z nieskrywaną już namiętnością. Wyczytała w nich czułość i pragnienie…
Wszedł ostrożnie głębiej, starając się nie sprawić jej bólu. Dłonie wsunął pod jej biodra unosząc je nieco do góry. Krzyknęła cicho kiedy delikatna błonka pękła pod jego naporem, ale fala rozkoszy jaka jej towarzyszyła stłumiła ból a okrzyk przerodził sie w cichy jęk błogości. Zastygł na chwilę w bezruchu całując jej twarz, oczy, usta, policzki. Zaczął poruszać się w niej powoli, ostrożnie, jakby nadal obawiał się, że to co robi może skrzywdzić tę kruchą, delikatną istotę, którą trzymał w objęciach. Jej dłonie zacisnęły się na jego pośladkach, by za moment przesunąć się na plecy i gładzić powolnymi ruchami jego skórę. To wszystko było niemal jak sen… Zalewała ją przyjemna fala ciepła, która w połączeniu z odurzającym zapachem róż sprawiała że zdawało się to jeszcze bardziej nierealne. Objęła nogami jego uda przyciskając go nieco mocniej do siebie. Wchodził w nią powoli i głęboko, delektując się każdym ruchem i chcąc przedłużyć ten boski akt w nieskończoność, ale czuł że już długo nie wytrzyma. Jej ciało, dotyk jedwabistej skóry, zapach róż, piżma, opium i dziewiczej krwi sprawiały, że jego krew wrzała. W końcu był wampirem… Przyspieszył nieco. Ich ciała zaczęły pokrywać się kropelkami potu. Sav przymknęła nieco oczy, a jej dłonie mocniej zacisnęły się na jego plecach. Zaczął szeptać czułe słowa nie przestając obsypywać pocałunkami jej twarzy. Ciepło jakie czuła zaczynało przeradzać się w gorąco, jeszcze nigdy wcześniej nie czuła się tak jak w tej chwili. W końcu z jej gardła wyrwał się głośny, przeciągły jęk, wbiła paznokcie w jego skórę, a jej mięśnie kurczowo zacisnęły się na jego męskości, w tym samym momencie strumień ciepłych soków zalał jej wnętrze. Godsmack z głośnym westchnieniem mocno przyciągnął Sav do siebie. Oddychała nierówno, niemal spazmatycznie łapiąc powietrze, była szczęśliwa… i wreszcie czuła się bezpiecznie, w jego silnych ramionach. Leżał tuląc ją i nie opuszczając jej wnętrza by jeszcze przedłużyć zespolenie. Dopiero kiedy ich oddechy uspokoiły się nieco, a serca znów zaczęły bić normalnym rytmem wysunął się z niej, pocałował miękkie usta i pogładził ją lekko po twarzy. – Kocham Cię moja Pani… – wyszeptał. W jej oczach zalśniły przez chwilę łzy szczęścia. Zamknęła mu usta pocałunkiem. Objął ja ramieniem i przewrócił się na wznak. Położyła głowę na jego piersi wsłuchując się w rytm bicia serca, które teraz biło dla niej… Zasnęli przytuleni do siebie, na łożu pokrytym płatkami róż…

Zostaw komentarz