proste

sex opowiadanie:

Małżeństwo może być wielką porażką, gdy nie ma się pewności czy aby na pewno kocha się drugą osobę. Nie przetrwa, gdy z tchórzostwa podda się całej przedślubnej atmosferze panującej w rodzinie, która jest bardziej szczęśliwa od samych zainteresowanych. Nie byłam pewna tego, czy to, co siebie czuliśmy z Krzyśkiem warte było tego wszystkiego. Powiedziałam mu to nawet na kilka dni przed ceremonią. Powiedział tylko: „Wszystko już jest zapięte na ostatni guzik. Nie możemy się rozmyślić tylko, dlatego, że się stresujesz”. Tak, mój mąż i jego cudowne rady. Równie dobrze mógłby powiedzieć „Skoro wzięliśmy taki duży rozbieg, to, czemu nie przypierdolić łbem w ten mur?”.
Porażka trwała dwa lata, pięć miesięcy i osiem dni, czyli do momentu uprawomocnienia się wyroku rozwodowego. Nie chcę się użalać nad tym, czym było moje małżeństwo. Ważne, że w torebce mam papiery dające mi wolność a w bagażniku pełne torby zapakowane z myślą o wakacjach. Dopiero zaczął się lipiec, czyli dwa miesiące spokoju i odpoczynku. I prawdziwej wolności.
Zarezerwowałam sobie pokoik w ośrodku wypoczynkowym prowadzącym latem wakacje z Jezusem czy jakoś tak. W każdym razie obecność grzecznych, uduchowionych dzieci nie przeszkadzała mi w wypoczynku tak, jak ostatnim razem, gdy z Krzyśkiem pojechaliśmy do Jastarni i 24 godziny na dobę sąsiadująca z nami młodzież tankowała alkohol i krzyczała do nieprzytomności.
Po przyjeździe na miejsce przywitałam się z siostrą zakonną prowadzącą ośrodek, odebrałam kluczyki i zaniosłam torby do pokoju. Niewielka izdebka z wąskim łóżkiem i niewielką szafką tonęła właśnie w popołudniowym słońcu. Wyjrzałam przez okno na rozpościerające się pod nim jezioro, którego tafla pochłonęła mnie od pierwszego spojrzenia. Nie tracąc czasu przebrałam się w strój kąpielowy, zarzuciłam błękitną tunikę by nikogo nie zgorszyć i ruszyłam na plaże.
Po drodze minęłam grupkę gimnazjalistów grających w badmintona. Któryś gwizdnął z uznaniem na mój widok, zbagatelizowałam go, w duchu jednak uśmiechnęłam się do siebie.
O tej porze plaża była pełna. Dzieciaki wraz z klerykami (trudno stwierdzić, gdy mężczyzna ma na sobie jedynie spodenki) wylegiwały się na piasku, niektórzy pływali pod okiem ratownika, spora część grała w siatkówkę. Wszystkiemu towarzyszyło dużo okrzyków radości i śmiechu. Do relaksu wybrałam niewielki fragment trawy na uboczu plaży, do którego jeszcze docierały promienie słońca. Rozłożyłam koc i trochę skrępowana obecnością przyszłych księży pospiesznie ściągnęłam tunikę i położyłam się plackiem na brzuchu. Musiałam się oswoić ze świątobliwym towarzystwem.
Leżałam tak wyłapując spośród tych krzyków, szum wody i cykanie koników polnych w pobliskiej trawie. Nie słysząc już ludzi, zahipnotyzowana usnęłam. Gdy się przebudziłam plaża była pusta a niebo okryło się bordowym płaszczem zachodzącego słońca. Przetarłam rozklejone dopiero, co powieki by wyostrzyć obraz. I wtedy ujrzałam ją po raz pierwszy. Siedziała w najbardziej zacienionym miejscu na plaży. Na jej przeciwległym końcu pod wielką sosną. Miała na sobie tylko zwiewną, białą sukienkę. Stopy bose a długie czarne jak smoła włosy otulały jej nagie ramiona przed nadchodzącym chłodem nocy. Przyglądałam się jej chwilę, gdy wyczuła na sobie mój wzrok i spojrzała w moją stronę. Nie widziałam dokładnie rysów jej twarzy, przysięgłabym jednak, że się uśmiechnęła a uśmiech ten mówił „dobrze, że jesteś”. Pomachałam grzecznie i już miałam się ubierać, gdy nieznajoma wstała i powoli ruszyła w moją stronę. Siedziałam jak zaczarowana wpatrując się w rozkołysane biodra dziewczyny.
– Cześć, mam na imię Monika – przywitałam się podając jej rękę.
– Magdalena – odpowiedziała z dziwnym akcentem odwzajemniając uścisk. Potem przysiadła obok mnie i głośno westchnęła. Poczułam zapach jeziora i glonów. Musiała się kąpać w sukience, pomyślałam.
– Uczestniczysz w wakacjach z Jezusem? – Zagadałam.
– Nie – kiwnęła przecząco i zachichotała – Zakradam się tu tylko wieczorami, kiedy ich już nie ma. Nie lubią, gdy tu przychodzę.
Wcale się nie dziwie. Stado mężczyzn w celibacie kontra Magdalena. Można zwątpić w słuszność swoich ideałów.
– Więc skąd jesteś?
– O tam mieszkam – wskazała palcem w stronę jeziora i ponownie zachichotała – Tam jest mój dom.
Nie wdawałam się już w szczegóły. Widać nie wiele z niej wyciągnę. Do tego ten nieznajomy akcent. Może do końca nie rozumie, co do niej mówię?
– Chłodno się robi. Chyba wrócę już do ośrodka. Ty lepiej też wracaj do domu, bo się przeziębisz. – Dotknęłam mimowolnie jej przedramienia by sprawdzić czy nie jest zimne. Nie było.
– Zostań jeszcze. Może popływamy? – Spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami z nadzieją i ufnością, co było krępujące.
– Woda jest chyba zima. Nie wiem sama – wahałam się trochę. Jednak widok Magdy wchodzącej w sukience do wody i niedrżącej z zima spowodował, że sama uczyniłam tak jak ona. W tunice weszłam do pasa dołączając do Magdy. Blask gasnącego na horyzoncie słońca odbijał się w jej uśmiechniętych oczach. Objęła dłońmi moją twarz. Poczułam się nieswojo. Cały sytuacja była dość krępująca, ale Magda zdawała się tego nie zauważać. Potem i ja zapomniałam o Bożym świecie.
Zrobiła pół kroku do przodu tak by być bliżej mnie i pocałowała. Delikatnie zwilżyła mi usta językiem. Wsunęła dłonie pod tunikę i objęła mocno moje piersi. Jędrną łydką zaś oplotła moją kibić i przylgnęła do mnie mocniej. Przestraszyłam się reakcją swojego ciała na jej pieszczoty. Odwzajemniłam pocałunek, lecz za raz opamiętałam się i wyrwałam z uścisku. Przecinając taflę wybiegłam z jeziora, chwyciłam pospiesznie ręcznik i pobiegłam do ośrodka nie oglądając się za siebie. Gdy byłam już w pokoju, bezpieczna, z dala od nieznajomej mimowolnie zaczęłam odtwarzać zdarzenie na plaży. Starałam się przywołać dotyk jej dłoni. Nigdy nikt mnie tak nie dotykał. Z taką pasją i namiętnością. Dreszcz przeszył mnie całą. Nie miałam sił by się wykąpać. Wsunęłam się pod koc w tunice i z zamkniętymi oczami wodziłam dłonią po ciele. Głaskałam wzgórek łonowy poprzez materiał, oraz nabrzmiewające sutki. Wsunęłam dłoń w majteczki i pieściłam się powoli. Bez pośpiechu wsuwałam w siebie palce myśląc cały czas o Magdalenie. Zatraciłam poczucie rzeczywistości.

Nad ranem po kąpieli wyszłam na plaże z nadzieją, że ją spotkam. Całonocne oswajanie się poprzez smak wspomnienia sprawiło, że przestałam się obawiać, a zaczęłam pragnąć. Po drodze minęłam parę zakonnic pogrążonych w modlitwie przy leśnym ołtarzu, oraz kleryka grającego na gitarze i śpiewające dzieci. Plaża była pokryta cieniem i wiała pustką. Westchnęłam tylko i resztę dnia zapełniłam nic nieznaczącymi czynnościami. Oczekiwałam w napięciu wieczoru. Gdy tylko dzieciaki zebrały się w stołówce na kolacji szybko pobiegłam na plaże. Ostanie osoby właśnie ją opuszczały. Usiadłam tam gdzie poprzedniego wieczora i czekałam.
Półgodziny później, na spokojnej tafli jeziora zaczęły pojawiać się kręgi i woda zaczęła bomblować. Wstałam i podeszłam bliżej by lepiej się przyjrzeć. Chwilę później zobaczyłam głowę Magdy a potem całą postać wychodzącą na brzeg. W pierwszej chwili nie zobaczyła mnie. Odgarnęła mokre włosy z twarzy wygładzając je dłońmi. Na mój widok uśmiechnęła się.
– Dobrze nurkujesz – Pochwaliłam ją, gdy podchodziła do mnie. Dziś było jaśniej i mogłam przyjrzeć się lepiej jej twarzy. Mogła mieć z siedemnaście lat. Boże, tyle ile moje uczennice, skarciłam siebie w duchu. Miała gładką, oliwkową cerę. Wielkie oczy, które już wcześniej przykuły moją uwagę. Jej usta, choć wąskie były miękkie i namiętne.
– Pływanie to mój żywioł – uśmiechnęła się – wiedziałam, że wrócisz. Wczoraj chyba byłam zbyt gwałtowna.
– Po prostu nie spodziewałam się czegoś takiego i stchórzyłam.
– Obiecuje, że już tak nie zrobię.
Usiadłyśmy na kępie trawy twarzami odwróconymi w stronę jeziora. Milczałyśmy długą chwilę, która zdawała się trwać wieczność. Tym bardziej, że napięcie erotyczne zagęściło moją atmosferę uniemożliwiając mi złapanie pełnego oddechu. Gdy w końcu odważyłam się nabrać więcej powietrza, jęknęłam z bólem, gdy poczułam na udzie jej dłoń.
– Nie obawiaj się – szepnęła gładząc gęsią skórę, która wraz z dreszczem pokryła moje ciało. Zesztywniałam z podniecenia. Zapomniane ukłucie w dołku uwięziło mimowolnie dłoń Magdy między udami. Uśmiechnęła się i zatopiła usta w mojej szyi. Wyciągnęłam się dając pieszczotom więcej miejsca, tymczasem rozpinałam kolejne guziki koszuli. Osunęłam się pod nią rozchylając koszule. Przysunęła się bliżej i zaprzestała całowania. Trzymała jedynie nadal dłoń między udami. Przyglądała się mi uważnie. Powoli sunęła opuszkami palców po wewnętrznej stronie uda, gdy dotarła do koronki bielizny ledwie ją musnęła. Poczym zawiesiła dłoń nad moim brzuchem delektując się tą erotyczną torturą. W końcu dotknęła napiętą skórę brzucha, sunęła wyżej do piersi. Zatoczyła między nimi kółka, docierając do nabrzmiałych sutków, które ostentacyjnie zdradzały skale mojego podniecenia. Drugą ręką odgarnęła swoje włosy na plecy tak by nie opadły na mnie, gdy się pochyliła. Pocałowała moją pierś, najpierw jedną potem drugą. Delikatnie, koniuszkiem języka drażniła je raz po raz. Nie przerywając usiadła na mnie i chwyciwszy moje dłonie położyła je na swoich pośladków. Objęłam je mocno przyciskając ją do siebie. Płonęłam. Rytmicznie poruszając jej pupą ocierałyśmy się o siebie. Na początku powoli, delikatnie i subtelnie, z każdą chwila robiąc to mocniej, sprawiając by trwało to jak najdłużej. Zapragnęłam czuć ją mocniej. Uniosłam ją na tyle by wsunąć dłoń pod jej sukienkę. Nie miała bielizny. Rozchyliłam palcami płatki jej kobiecości i weszłam w nią. Oderwała usta od moich piersi i spojrzała na mnie półprzytomnym wzrokiem. Miałam nie przestawać. Jednocześnie i ona wsunęła dłoń pod koronkową bramę i objęła mnie mocno. Pieściłyśmy się bez opamiętania. Niczym wygłodzone lwice, które po tygodniach chudych kolacji mają okazje zasiąść do prawdziwej uczty.
Gdy na chwilę zaspokoiłyśmy swój głód okazało się, że już świta. Magda trochę zaniepokojona ubrała się nerwowo i zaczęła się zbierać w stronę jeziora.
– Kiedy się spotkamy? – Spytałam zdezorientowana.
– Nie wiem – odpowiedziała ze smutkiem – wyglądaj mnie.
Po tych słowach weszła do wody, gdy tylko straciła grunt pod stopami zaczęła energicznie płynąc w stronę środka jeziora. Siedziałam chwilę pogrążona w smutku. Nie miałam ochoty wracać do pokoju. Położyłam się na wznak i zasnęłam. Nad ranem obudził mnie ksiądz. Przysiadł obok mnie ze wzrokiem wbitym w spokojną toń jeziora. Zawstydzona okryłam się ramionami i przetarłam oczy.
– Spanie na plaży nie jest najlepsze dla zdrowia – Odezwał się po chwili.
– Sen mnie zmorzył nagle. Nawet nie wiedziałam, że jest tak późno.
Spojrzałam na niego. Był bardzo stary. Głowę miał pokrytą siwą czupryną a twarz pokrywały głębokie zmarszczki. Nie widziałam go wcześniej.
– Piękne jezioro prawda?
– Tak – przytaknęłam.
– Głębokie i tajemnicze.
Nic nie powiedziałam. Czekałam aż skończy myśl.
– Kiedy zobaczyłem panią z okna przypomniała mi się pewna legenda o tym jeziorze. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Jestem człowiekiem wielkiej wiary i z przymrużeniem oka traktuje wszystkie pogańskie legendy. Jednakże żyjąc na wsi i spotykając się z ludźmi, którzy całymi pokoleniami związani są z jednym miejscem, można usłyszeć to i owo.
– Co pan, to znaczy, co ojciec słyszał o tym jeziorze? – Zainteresowałam się.
– Jeszcze w czasach średnich, gdy chrześcijaństwo dopiero pojawiało się na naszych ziemiach i nie wszyscy przyjęli chrzest to w tej okolicy były dwie wsie. Jedna chrześcijańska i druga, mniejsza czcząca wielu bogów. Jeden z bogatszych pogan miał nastoletnią córkę Adelajdę, która przyjaźniła się z córką wysoko postawionego chrześcijańskiego męża, Magdaleną. Pokochały się tak jak mężczyzna kocha kobietę, co wtedy groziło śmiercią. Wiedząc o tym i nie godząc się z tym obmyślił plan, który miał je połączyć przed Bogiem. Adelajda uciekła z wioski i w ukryciu nabierała tężyzny fizycznej, skróciła włosy by upodobnić się do mężczyzny. Gdy nadszedł czas przybyła do wsi Magdaleny, jako zbłąkany rycerz. Mieszkańcy przyjęli ją pod swój dach. Nie trudno się domyśleć, co było dalej. Ada wystąpiła do ojca Magdaleny o jej rękę i zaczęły się przygotowania do zaślubin. Wszystko poszło zgodnie z planem. Przysięgły przed Bogiem sobie miłość. W trakcie uczty weselnej pojawił się jednak ojciec Adelajdy i odkrył tożsamość pana młodego. Rozwścieczeni mieszkańcy stracili ją na rynku i oburzeni skalaniem swych ziem grzechem opuścili swe domostwa zsyłając na ziemie Gniew Boga w postaci powodzi. Magdalena została opłakując śmierć ukochanej i utonęła. Teraz podobno w rocznicę wychodzi na brzeg wypatrując ukochanej.
Zamurowało mnie. Łza kręciła mi się w oku. Niezauważalnie starłam ją wierzchem dłoni.
– Ale to tylko legenda. – Westchnął – chociaż młodzi chłopcy, którzy przyjeżdżają do nas na wakacje podobno widywali wieczorem na brzegu zjawę Magdaleny.
– Piękna historia – Westchnęłam – dziękuję, że mi ksiądz ją opowiedział.
– Czas na mnie Niedługo poranna msza – Podniósł się z lekkością młodzieńca i ruszył w stronę zabudowań.
Kolejne wieczory do końca wakacji spędzałam na plaży z nadzieją, że jeszcze ją zobaczę. Niestety głód, jaki czułam po stracie nigdy nie został zaspokojony

Zostaw komentarz